madzik00077

madzik00077

Dodane 4.04 o 14:58
Obserwuj
300

   

Dzisiejszej nocy wcieliłam się w rolę wolontariuszki w domu spokojnej starości a może w zakładzie dla obłąkanych?... Odpowiedź znajdziecie gdy przeczytacie do końca. Był to słoneczny lecz zimowy dzień, kiedy ja i trzy dziewczyny z którymi pracowałam znalazłyśmy się w tym miejscu z chęcią niesienia pomocy, lecz tej nocy okazało się, że to my możemy jej potrzebować... Usłyszałyśmy straszny huk na piętrze, zeszłyśmy na dół a tam leżała krwawiąca kobieta. Zadzwoniłam po pogotowie i zaczęłam tamować krwawienie. Koleżanki próbowały dowiedzieć się co tu się wydarzyło. Po chwili z pokoju obok wyszedł starszy pan, trzymający w ręku nóż, którym zaczął zadawać sobie ciosy w brzuch. Szedł w moją stronę. Wszyscy zaczęli uciekać z pokojów. Po chwili zgasło światło i nastała straszna ciemność. Nie zabrałam telefonu. Zaczęłam uciekać na oślep, błądząc ręką po ścianach. Nagle trafiłam w ręce krzyczącej staruszki, ale miałam w głowie tylko to, że musiałam się jak najszybciej stąd wydostać. Wyrwałam się i uciekałam, pogrążona w ciemnościach. Dostrzegłam małe światło w drzwiach do toalety. Weszłam tam i przekręciłam zamek. Mogłam chwilę odetchnąć. W łazience było małe okno przez które mogłabym wyjść, ale ktoś zapukał do drzwi. Było to dwóch elektryków, którzy uciekali przed krzyczącymi staruszkami. Wpuściłam ich do środka. Mieli komórkę, która niestety miała kilka procent baterii. Bez zastanowienia wybrałam numer alarmowy. Odebrał funkcjonariusz policji i zapytał co się dzieje. Zaczęłam szybko wyjaśniać, żeby tylko starczyło baterii, która już piszczała. Policjant z dziwnym akcentem podkreślił, że to kolejny wyjazd do tego domu... zdziwiłam się. Powiedział, żebym się nie rozłączała i czekała na przyjazd patrolu. Niestety komórka się wyłączyła. Usłyszałam przekręcający się zamek w drzwiach. Serce skoczyło mi do gardła ale elektrycy bali się bardziej ode mnie... Rzucili się na drzwi i wybiegli. Na szczęście zdążyłam je zamknąć. Trzymałam zamek z całych sił, który co chwilę się przekręcał. Ktoś po drugiej stronie miał dużo siły... Czy byłby zdolny do tego staruszek, który potrzebuje opieki...? Postanowiłam zaryzykować. Zrzuciłam wszystko co stało na oknie i zaczęłam wychodzić. W drzwiach stanęła babcia z grabiami w ręku. Sparaliżowało mnie. Miałam już wyskoczyć przez okno... Ona złapała mnie za włosy. Zaczęłam się szarpać i wypadłam prosto na śnieg. Podniosłam obolałe ciało i biegłam ile sił w nogach. Na parkingu stało dużo samochodów. Pierwszy który pociągnęłam za klamkę miał w stacyjce kluczyk. Zdziwiłam się. Niestety nie odpalił. Podbiegłam do następnego... Otwarty z kluczykami niestety silnik nie ruszył... Podszedł do mnie dozorca budynku, wcale niezdziwiony tym co się dzieje. Przeraziłam się. Powiedział mi, że lekarze którzy tu pracują zostawiają klucze w samochodzie żeby... szybciej uciec. Wtedy właśnie z budynku wybiegła lekarka, którą zaczęłam błagać o pomoc. Odmówiła. Wsiadła do samochodu i powoli się oddalała. Zauważyłam, że ma otwarty bagażnik i że to moja ostatnia szansa. Rzuciłam się do środka. Cieszyłam się, że to już koniec tego KOSZMARU... Nagle się zatrzymała. Zorientowała się, że jestem w środku. Wyskoczyłam z bagażnika ale byłam już na przedmieściach swojego miasta...
Zgłoś naruszenie

, aby dodać komentarz.