osobiście twierdzę, że póki żyjemy nie ma czegoś takiego jak nic do stracenia. Zawsze jest coś do stracenia. Choćby nowe lepsze życie budowane na tych gruzach. Choćby, kolejny dzień i choćby życie. Dopiero jak życie stracimy, to nie ma się nic do stracenia, ale czy to ma już wtedy znaczenie?
Sylonix
osobiście twierdzę, że póki żyjemy nie ma czegoś takiego jak nic do stracenia. Zawsze jest coś do stracenia. Choćby nowe lepsze życie budowane na tych gruzach. Choćby, kolejny dzień i choćby życie. Dopiero jak życie stracimy, to nie ma się nic do stracenia, ale czy to ma już wtedy znaczenie?