Sama próbowałam dopiero raz ale zdecydowanie polecam.
Efekt co prawda nie jest taki jak na zdjęciu, ale włosy są miękkie jak dziecięce [moje z natury są miękkie, więc to też pewnie dlatego], błyszczące i wyglądają jak z grubsza wyprostowane. Tylko z jednym nie mogę się zgodzić. Samo płukanie tu zdecydowanie nie pomoże. Musiałam je bardzo dokładnie umyć i jeszcze dokładniej spłukać wannę a i tak zostały na niej resztki żelatyny. Mimo to jeszcze raz szczerze polecam. :)
Polubili:
KuroNeko
Użytkownicy także przypinają:







Hatee
ah, i jeszcze zapomniałam dodać o porowatości włosów. może i zadziała ta maseczka, ale należy ogarnąć temat porowatości włosa ;) niskoporowate - wątpię by zadziałała, wysoko porowate - może włosy będą po tym cudowne ;)
Hatee
poza tym, zdjęcie wklejone do posta nawet nie powinno być użyte, bo pokazuje typowe, świadome, ogólne dbanie o włosy, wystarczy sobie porównać i kolor, i końcówki, po lewej mamy jakieś nie wiadomo co, krzywo obcięte, po prawej taflę zadbanych, wyrównanych włosów, trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że choć jedna osoba nie nabierze się na żelatynę i nie będzie cierpiała jak ja ;) pozdrawiam ;)
Hatee
maseczka ta nie nadaje się do włosów zdrowych, z niewielkimi uszkodzeniami, cały czas myślałam że właśnie mam zniszczone włosy, bo prostownica, lokówka, szarpanie przy rozczesywaniu (a bardzo mi się plączą, bez odżywki ani rusz). no i gdy tak właśnie rozmyślałam nad zniszczeniami włosów, trafiłam na tą maseczkę. ok, robię! skoro ma być taki cudowny efekt, proteinki i inne cudowności. dla śmiechu mój współlokator też sobie nałożył tą maseczkę (ma klasyczny undercut na głowie). no ale do sedna. i ja, i on, nie mogliśmy później przez długi czas dojść do ładu ze swoimi włosami. i nie była to kwestia niewypłukania żelatyny. włosy były bez połysku, sztywne, robiły się strąki (u mnie), ani to ułożyć ani nic. dopiero po jakichś 2 tygodniach coś się ruszyło i włosy wróciły do podobnego stanu jak przed nałożeniem maseczki.
Hatee
zrobiłam raz. nigdy więcej!