Prezes Trybunału Konstytucyjnego jest na tyle cenną osobą dla PiS, że już w 2017 roku minister spraw wewnętrznych przyznał jej pozaustawowo, ochronę SOP. Teraz więc pani prezes jeździ sobie po Polsce i poza jej granicami w asyście rosłych ochroniarzy, a za to płacimy my, podatnicy. Szczególnie interesujące są jej wypady zagraniczne. Jak podaje „Rzeczpospolita” pani Przyłębska potrafi nawet dwa razy w tygodniu wyskoczyć do Berlina, gdzie ma swój dom, a ambasadorem jest jej małżonek.
Coś tu zdecydowanie nie gra, ale i pokazuje jednocześnie, że prawo wcale nie musi znaczyć prawo albo inaczej, inne prawo stosuje się wobec swoich, a inne wobec tych, którzy są Polakami na Minusie.