temeris

temeris
Moje tablice obserwuje 1 osoba Znajdź mnie Ostatnio dodane zszywki
Obserwuj
 
Potrzebuję kopa w tyłek, żeby zrobić to co zrobić muszę choć się boję. Ale dla mojego zdrowia psychicznego jest to niestety jedyne wyjście. Mianowicie- spotykałam się 2 miesiące z facetem, wszystko super ładnie. Ostatni raz widzieliśmy się 2 tyg temu. Cały zeszły tydzień od poniedziałku odzywał się bardzo sporadycznie tzn. w pon. potem chwilę pisania w środę i aż w sobotę wieczorem,pomiędzy moje wiadomości tylko czytał.. W sobotę wieczorem dzwonił, ale byłam tak zła, że nie odebrałam, poza tym pewnie zaczęłabym ryczeć w słuchawkę. Chwilę później napisał, przepraszał, tłumaczył się dlaczego tak się zachowywał (początek semestru, treningi w dwóch drużynach, siostra rozbiła mu auto..). Pisaliśmy chwilę, zachowywał się jak zawsze, jakies buziaczki, zdrobnienia którymi się do mnie zwracał. Niedziela cisza, w pon wieczorem napisałam ja, odczytał i olał. Dziś też zero. Pytałam dwa razy w tamtym tyg o co chodzi i jak coś to ma powiedzieć wprost- o nic nie chodzi, tylko jest zawalony wszystkim. No spoko. Ale na chwilę obecną już widzę, że wbrew temu co mówił jak to faceci-woli milczeniem załatwić sprawę zamiast powiedzieć wprost fajnie było ale się skończyło.
Skutek- siedzę zryczana;( bo oczywiście zaczęło mi zależeć, biję się z myślami, żeby napisać mu co sądzę o tej sytuacji i się po prostu pożegnać. Pewnie lepiej byłoby zadzwonić, ale w ten sposób raczej się sensownie nie wysłowię. Zapewne po tym sprawa definitywnie się zakończy. Z jednej strony tak będzie lepiej, a z drugiej jak to głupia baba nadzieja mnie jeszcze trzyma choć wiem, że to bez sensu.
Czekać, pisać, dzwonić??  A może też milczeć?